Czasem dwie osoby to za dużo...
2006-11-23Dennis Overbye
Czasem dwie osoby to za dużo
Może w zeszłym tygodniu ktoś cię zirytował, stając za blisko, mówiąc zbyt głośno lub za długo patrząc w oczy? Uraziły cię dźwięki ze słuchawek czyjegoś iPoda lub zbyt daleko wyciągnięte nogi w zatłoczonym pociągu? Dlaczego nie lubimy, gdy ktoś podchodzi zbyt blisko podczas rozmowy albo wybiera sąsiednią kabinę w toalecie, choć dostępnych jest wiele innych?

Specjaliści od dziesięcioleci zajmują się przestrzenią osobistą - to dziedzina zwana proksemiką. Populacja USA przekracza już 300 milionów, ulice miast są coraz bardziej zatłoczone, bogaci szukają nowych sposobów na oddzielenie się od mas – dlatego rośnie zainteresowanie zagadnieniem osobistej przestrzeni, przypominającej niewidzialne pole siłowe wokół ciała.



Naukowcy zauważyli typowe dla Amerykanów zachowania chroniące przestrzeń osobistą nawet w cyberprzestrzeni, obserwując avatary (cyfrowe reprezentacje) uczestników gry Second Life. W wirtualnym świecie zachowania niektórych avatarów były zgodne z wynikami badań na temat ludzi chroniących swoją przestrzeń osobistą. Przestrzegały niepisanych praw ludzkiego zachowania, choć były tylko pikselami na ekranie.

Badania, które ma opublikować pismo „CyberPsychology & Behavior” wykazały, że wirtualne środowiska mogą być kolejną platformą do badań nad oddziaływaniami międzyludzkimi. Niepisane reguły osobistej przestrzeni są tak potężne, że ludzie narzucają je swoim cyfrowym reprezentantom.

- To, że ujawniają się w świecie wirtualnym, świadczy o tym, jak głęboko są zakorzenione - mówi Nick Yee, absolwent Stanford University i główny autor badań. – One są podświadome.

Osobista przestrzeń to nie tylko niewidzialny bąbel wokół ciała, ale i wszystkie zmysły. Narusza ją kobieta skrzecząca do telefonu w autobusie, współpracownik rozsiewający woń wody kolońskiej czy facet w barze, który gapi się znad swojej kanapki.

Trudno powiedzieć, czy ludzie zaczęli bardziej chronić osobistą przestrzeń. Jak wykazują badania, raczej się adaptują, nawet w coraz bardziej zatłoczonych miastach. Ludzie starają się odwracać wzrok, gdy czują, że ktoś stoi za blisko. Wycofują się do kątów, odsuwają od obcych i siedzą lub stoją w równej odległości od siebie, jak ptaki na drucie.

Badania dotyczące linii lotniczych wykazują, że posiadanie własnej przestrzeni należy do najczęstszych życzeń pasażerów. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej na stronie internetowej TripAdvisor, jeśli podróżujący mogliby dopłacić, wybraliby raczej większe siedzenia i więcej miejsca na nogi niż masaże i lepsze jedzenie. W reklamie linii Eos Airlines, obsługującej połączenie Nowego Jorku z Londynem, podkreśla się, że oferują one pasażerom „21 stóp kwadratowych osobistej przestrzeni”.
cz. 2
Jeśli sfilmować ludzi w bibliotece, łatwo przewidzieć, jakie miejsca za stołem wybiorą – mówi Dane Archer, profesor socjologii z University of California w Santa Cruz. Najpierw zajmowane jest jedno z miejsc narożnych, a następnie najbardziej od niego oddalone – leżące po przekątnej. - Jeśli złamiesz te reguły, ludzie będą układać książki, tworząc coś w rodzaju muru.

Naukowcy mogą przewidzieć, jaka część windy zapełni się najpierw i który pisuar wybierze mężczyzna. Wiedzą, że ludzie będą patrzeć na numery pięter w windzie, a nie na siebie nawzajem. Osoby dojeżdżające do pracy będą trzymać przed sobą gazety – by czytać, ale i osłaniać się przed obcymi. Studenci college’u podświadomie wybiorą ten sam rząd - jeśli nie to samo siedzenie - podczas każdej lekcji.

Edward T. Hall, antropolog i ojciec proksemiki, ponumerował niepisane reguły. Zdefiniował niewidzialne strefy wokół nas i każdej przypisał zakres odległości: intymną (15 do 90 centymetrów); osobistą ( 90-120 centymetrów); społeczną (1,2 do 3,6 metra) i publiczną (4 metry i więcej).

Preferencje zależą od kultury. Ekspansywni Amerykanie wolą mieć więcej osobistej przestrzeni niż mieszkańcy rejonu Morza Śródziemnego czy Ameryki Łacińskiej, zaś ci ostatni więcej niż mieszkańcy krajów arabskich.

- W USA ma to związek z ideałami jednostek - mówi Kathryn Sorrells, profesor komunikacji w California State University w Northridge. - Uważa się, że masz prawo do przestrzeni - mówi, zwracając uwagę, że idea ta powstała w kulturze ceniącej niezależność, prywatność i kapitalizm.

Doktor Archer opowiada o Brazylijczyku, który podczas rozmowy z pracującymi z nim amerykańskimi kelnerami dotykał ich dla podkreślenia swoich słów. Jego próby nawiązania przyjaźni ze współpracownikami były zawsze odrzucane. Chciał wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. W wolnych chwilach obserwował zachowania Amerykanów i doszedł do następującej konkluzji: Amerykanie nienawidzą, gdy ktoś ich dotyka.

- Ma całkowitą rację – mówi dr Archer. - Sam do tego doszedł, nikt mu nie powiedział. To właśnie jest smutne w niepisanych regułach innej kultury – jesteś zdany na siebie.

Doświadczenia Brazylijczyka pokazują też, jak łatwo osądzamy tego, kto łamie niepisane reguły, jeśli nie jesteśmy przyzwyczajeni do różnic kulturowych.

26-letni John Bringardner, reporter „IP Law & Business”, wspomina studia na paryskiej Sorbonie. Mieszkał drzwi w drzwi z Algierczykiem, który miał zwyczaj stawać kilkanaście centymetrów od jego twarzy podczas rozmowy i opryskiwać go przez to śliną. Jednak nie cofał się. - Co innego, gdyby był Amerykaninem.

Osobista przestrzeń rzadko jest przyczyną konfrontacji. - Nikt nie powie miłej osobie z Włoch czy Grecji: „Lubię cię, ale stoisz za blisko” – wyjaśnia dr Archer, który sfilmował na wideo reakcje obcych osób na naruszenie ich przestrzeni osobistej.

- Zwykle osoba, której strefę buforową naruszono, odchyla się o kilka centymetrów. Może jej wzrosnąć ciśnienie krwi, serce zacząć szybciej bić, a dłonie pocić  – tłumaczy David B. Givens, kierownik Center for Nonverbal Studies w Spokane w stanie Waszyngton. - Żadne zwierzę nie lubi być dotykane przez obcych.
cz. 3
Proksemika dotyczy nie tylko interakcji pomiędzy pojedynczymi osobami. W większej skali pomaga developerom, planistom i kierownikom w różnych gałęziach przemysłu zrozumieć, jak ludzie poruszają się w przestrzeni publicznej, jak robią zakupy, a nawet, w jakich restauracjach jest im najwygodniej.

Paco Underhill, autor książki “Why We Buy: The Science of Shopping” oraz dyrektor Envirosell, firmy badawczej i konsultingowej, odkrył, że większość konsumentów odejdzie w sklepie od tego, na co patrzą – cokolwiek by to było - jeśli o ich plecy otrze się inny klient, naruszając ich osobistą przestrzeń.

To, co mogłoby się wydawać nieznaczącym tikiem, może pomóc sklepom w rozmieszczaniu stojaków z odzieżą i właścicielom barów w aranżowaniu wnętrz, a także ułatwić projektowanie akademików.

Jednak jednym z paradoksów prywatnej przestrzeni jest to, że ludzie czasami jej nie chcą.

- Jeśli trafiłeś na zabawny film w pustym kinie, możesz docenić korzystny efekt obecności innych osób - mówi Robert M. Krauss, profesor psychologii z Columbia University. - Poszliśmy obejrzeć „Borata” i wszystkie miejsca były pełne –  to niewątpliwie dawało więcej przyjemności.

Taniec w wypełnionym klubie czy udział w nowojorskim maratonie bardzo się różnią od jazdy zatłoczonym pociągiem czy stania w korku na autostradzie. Bliskość innych ludzi wzmacnia zarówno pozytywne, jak i negatywne odczucia. - Bardziej się cieszysz z rzeczy przyjemnych, a do nieprzyjemnych czujesz większą niechęć – mówi dr Krauss.

Gdy ludzie chcą kogoś unikać, przyjmują różne taktyki. Tak jak maniak iPoda czy tworzący wysepki indywidualności ludzie dojeżdżający do pracy.

W słabo oświetlonych miejscach nieznajomym łatwiej się zbliżyć. - Nie dostajesz tak dużo informacji wizualnej - mówi dr Givens. Dodaje, że gdyby w ciemnym barze nagle włączyć światła, „wszyscy odskoczyliby do tyłu”.

Większość ludzi rozumie reguły przestrzeni osobistej. Jednak świat pełen jest głupków. Jak to ujmuje dr Archer, ludzie zwykle dzielą reguły dotyczące przestrzeni osobistej na dwie kategorie „zły sposób” i „mój sposób.”